Moja afrykanska milosc, eBooks txt

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Corinne Hofmannatry mifosc■ ■■ ■ ■ ■■ ^.....■Biała Masaika wraca do Barsaloi>'#^j^K^y^p'_w o "сї. u (QIpш óT З ЗГ с ^<£> К фН СГ Ф ОN 033 |ю •ф35"IоСЛ "ОїїР зз ш 03 «.S оГ9- з" &ф 2 S' &5 о1О" со•5 да° ЯГ3" Фо? о.*" Ш3 N03 £2 ф -° 23 »*< СЛСЛ; ТЗ-Ф О3. ó'03 N^ э.03 Фа-Фо о-о ф1-І"ф3тз <ф"X 3«<7Ч N О ТЗ03£■ ффз »Ей. fflСГо3><г~ х фа.«<N ФNС СЯS «§.3 •ф' т4 З І, оNСЛ ЮN1.| 03 N О- О.N- " 03 Z§- ф"*< 39- =-• соet N2 -ФО. сл3 ,ф"£ —СЛ- Гцо. хN-Ф> Ж, ф о.2Г. ОФСГ £Є N-°- ОN 2-О С52. 3фСЛ о3 -, 03ю 3 3 £.ф" ^» сг-^ оз з о03 N3^ осN«< СГф"елфОз елN- X2. 5=ф озй aЯ i'ф *=s.03—Їоо.Nз"03 СГ- к-о. озN 3 О фел сл-ф' тз о сл'NО """ CQа. тз а.TJ »'< 03 N-О» «■*< пОФ О.N. 3«С -й< "5. -3 -ф ФО3рN-ФО3О w& E' Фс з03 Ф Оо. х =t ° f4 9Д,Я т оN В <— г-4*03 СЗ-даоN3PCФ"тз_033 03о=! ГО N 503 "*х- фS. 5 сл соX JTдаоо.Nз" даN03I03о.0330333ф" оэ03слNО3"5< £ £ 1І&= 3сл фЯГ wQ озX"03 =сл- _3 ;ф' -L-с_03о а—t 03 NСоТЗо сл033 0303303а-фа оCorinne HofmannMoja afrykańska miłośćZ niemieckiego przełożyła Maria SkalskaŚwiat KsiążkiTytuł oryginału WIEDERSEHEN IN BARSALOIProjekt graficzny serii Anna KłosRedaktor prowadzący Monika KochRedakcjaBeata KołodziejskaRedakcja techniczna Lidia LamparskaKorekta Jadwiga PrzeczekCopyright © 2005 by Al Verlag GmbH, MunchenCopyright © for the Polish translation by Bertelsmann Media sp. z o.o., Warszawa 2006Świat KsiążkiWarszawa 2006Bertelsmann Media sp. z o.o.02-786 Warszawa, ul. Rosoła 10Skład i łamanie Plus 2Druk i oprawa Białostockie Zakłady Graficzne S.A.ISBN 978-83-247-0201-5ISBN 83-247-0201-6Nr 5490Dla mojej ajrykańskiej rodzinyPowrót do KeniiNareszcie. Znowu lecę do Kenii. Po czternastu latach; bo to już prawie tyle lat upłynęło od czasu, gdy z moją córeczką Napirai, wtedy półtoraroczną, uciekłam z Nairobi. I oto znowu siedzę w samolocie. Targają mną sprzeczne uczucia: to radosne podniecenie, od którego serce szybciej bije, to niejasny strach i lęk -który skręca żołądek i powoduje pocenie rąk. Jestem tak podekscytowana, że na przemian chce mi się śmiać i płakać.W głowie wiruje od pełnych lęku pytań. Jak wygląda teraz mój dawny dom i kraj, w którym mieszkałam przez kilka lat? Co się zmieniło? Co pozostało takie samo? Czy nowoczesność i postęp na tyle opanowały Kenię, że i ludzie, i mała wioska Barsaloi na północy kraju, zmieniły się nie do poznania? Przed czternastu laty we wsi była tylko misja, osiem drewnianych domków, nasz murowany sklep i kilka manyatt - tradycyjnych, okrągłych chat Samburu, otynkowanych gliną i krowim nawozem.W podróży towarzyszą mi wydawca Albert Volkmann w charakterze „ojca i opiekuna" oraz Klaus Kamphausen, którego zadaniem będzie fotografowanie i filmowanie całej wyprawy. Ich obecność dużo dla mnie znaczy, bo dzięki nim czuję się pewniej. Jestem im naprawdę wdzięczna za towarzystwo.Podczas lotu przez cały czas wyobrażam sobie ludzi, których nie widziałam tyle lat. Moją teściową, którą nadal darzę ogromnym szacunkiem, Lketingę - mojego ówczesnego kenijskiego7męża, Jamesa - jego młodszego brata, Sagunę i wiele innych osób. Chcemy także odwiedzić ojca Giuliana w jego nowej misji. To on ratował mnie w ciężkich sytuacjach.Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i że z jakichś powodów nie utknę już na lotnisku w Nairobi.W końcu zapadam w drzemkę. Kiedy po kilku godzinach znowu otwieram oczy i spoglądam przez okienko, widzę na niebie pas płonący czerwienią. Taką właśnie jutrzenkę ujrzałam dwa lata temu, kiedy po nadzwyczaj wyczerpującej wspinaczce udało mi się wejść na szczyt Kilimandżaro. Wtedy, gdy wreszcie dotarłam na Stella Point, na wysokość około 5750 m, byłam niemal u kresu sił, a teraz siedzę tylko nieco niewygodnie w fotelu lotniczym. Leniwie wodzę oczyma po nagich grzbietach górskich, widocznych w pierwszym brzasku, by po chwili znowu zapaść w płytki sen.Na godzinę przed lądowaniem na moment robi mi się niedobrze - to ze zdenerwowania, które ściska mi serce i nie daje oddychać. W myślach wypowiadam krótką modlitwę. Widzę już bezkresne sawanny Kenii. Niekiedy udaje mi się nawet rozpoznać koliste zarysy kraalów - ustawione w kręgu manyatty, otoczone kolczastym ogrodzeniem dla ochrony przed dzikimi zwierzętami.Może lecimy także nad Barsaloi? Ile to razy siedziałam przed naszą manyattą i razem z mamą spoglądałam w niebo. Kiedy nadlatywał samolot, mama zawsze pytała mnie, jak te „żelazne ptaki", bo tak nazywała samoloty, znajdują drogę tam w górze? Bez ścieżek i świateł. Może i teraz spogląda ku niebu, skoro wie, że mam przylecieć?Najchętniej wyskoczyłabym już tutaj. Wspominając dawne życie w Kenii, patrzę na wysuszone koryta rzek, wijące się przez pylistą, czerwoną ziemię. Ich brzegi, nawet gdy jest susza, zawsze znaczą zielone pasy zieleni. Samolot stopniowo obniża pułap lotu, zatacza ostatnią pętlę i podchodzi do lądowania w Nairobi.Przygotowania do powrotuDecyzja o wybraniu się w tę podróż wcale nie przyszła mi łatwo. Przez kilka miesięcy toczyłam ze sobą wewnętrzną walkę, zastanawiając się, czy to, co zamierzam zrobić, jest słuszne. Lecz w moim życiu wydarzyło się i zmieniło tyle rzeczy jednocześnie, że kiedy spojrzę na to z perspektywy czasu, wydaje mi się, że po prostu tak miało być. To los tak chciał.Już wcześniej, w ciągu minionych lat, próbowałam się jakoś przygotować do ewentualnej podróży. Raz po raz dzwoniłam do ambasady Kenii w Szwajcarii, a także do ambasady niemieckiej w Nairobi i pytałam, co należy zrobić, aby rozwód z moim mężem z plemienia Samburu, przeprowadzony w Szwajcarii, został uznany także w Kenii. Odpowiedź była za każdym razem taka sama - muszę zlecić sprawę kenijskiemu adwokatowi i absolutnie konieczna jest zgoda mojego męża. Ale Lketinga od dłuższego czasu znowu mieszka na północy Kenii, o kilkaset kilometrów od Nairobi, i od kilku lat jest żonaty z młodą kobietą ze swojego plemienia. Wiedziałam, że proszenie go, aby zechciał w takiej sprawie przyjechać do Nairobi i stawić się przed sądem, to czysty absurd. Zwłaszcza że Lketinga z pewnością i tak nie zrozumiałby, po co miałby to robić. Przecież w jego życiu wszystko jest w porządku, a rozwody są u Samburu nieznane, ponieważ mężczyźni mogą żenić się z kilkoma kobietami.Tak więc jako żona Lketingi musiałabym znowu przy wyjeździe mieć jego pozwolenie na opuszczenie Kenii. Dlatego zostawiłam tę sprawę, mając świadomość, że przynajmniej na razie nie będę mogła odwiedzić tego kraju - chociaż dużo myślałam o mojej rodzinie, przede wszystkim o teściowej, babci mojej córki, i bardzo chciałam ich wszystkich znowu zobaczyć. Pocieszałam się, że pewnie w końcu da się coś z tym zrobić, kiedy Napirai za kilka lat zechce poznać swojego ojca. Wtedy znajdziemy jakieś rozwiązanie. Zobaczymy - powtarzałam sobie i chowałam moje europejskie dokumenty rozwodowe w szufladzie.9W roku 2003 przez całą jesień jeżdżę na wieczory autorskie z moją książką Zegnaj Afryko. Spotkania z czytelnikami sprawiają mi ogromną radość. Prace przygotowawcze do sfilmowania mojej pierwszej książki idą pełną parą, co pociąga za sobą konieczność wyjazdów do Monachium, ilekroć trzeba omówić jakieś kwestie związane ze scenariuszem. Bardzo mnie cieszy, że mogę zgłaszać swoje życzenia, zastrzeżenia i uwagi. Dzięki tym spotkaniom nawiązuje się prawdziwa współpraca z ekipą filmową. Łatwiej mi teraz radzić sobie z mieszanymi uczuciami i wątpliwościami, które często ogarniają mnie na myśl o tym filmie.Bo to wcale nie takie proste oglądać na ekranie własne życie, mimo zmienionych imion i nieco skróconej wersji. Przy niektórych scenach łzy napływają mi do oczu. Minęło już tyle lat, a tamte przeżycia tak bardzo mnie jeszcze poruszają.Ale jestem ciekawa, jak to wszystko wypadnie, no i dumna, że ważna część mojego życia zostanie wkrótce pokazana w kinach. Napirai ciągle ma wątpliwości. Doskonale to rozumiem, przecież ona nie pamięta tamtych czasów i łatwo może wziąć film za rzeczywistość. Modlę się, żeby wszystko wyszło dobrze, żebyśmy nie musiały się potem niczego wstydzić.Dzięki współpracy z filmowcami udaje mi się nawiązać pewne pomocne kontakty w Kenii. Pod koniec roku postanawiam nagle znowu wyciągnąć z szuflady papiery rozwodowe, przesyłam je faksem do nowego znajomego z Nairobi, z prośbą, by zechciał przedstawić moją sprawę do wyjaśnienia jakiemuś miejscowemu adwokatowi. Jeśli w ogóle jest możliwe, aby bez specjalnych utrudnień załatwić uznanie w Kenii mojego rozwodu, to właśnie teraz, kiedy na miejscu mamy znajomych, którzy mogą pomóc. Nie mam nic do stracenia, toteż po prostu spokojnie czekam na odpowiedź.Na początku następnego roku bardzo pochłaniają mnie sprawy promocji mojej książki. Wieczory autorskie dają ogromną satysfakcję. To wspaniałe uczuc... [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • aswedawqow54.keep